Witajcie ;)
Nie wiem co jest gorsze przyznanie się do porażki, czy to, że okłamywałam samą siebie. Weekend praktycznie zawaliłam. W sobotę rano na wadze było 58,6kg. Sukces :) Pierwsze cele zaliczone. Jak pewnie podejrzewacie po sobocie, krakersach, orzechach itp w niedziele było już 59,8kg. Coś okropnego.
Ostatnio nie pisałam ponieważ nie miałam za dużo czasu, sprawdziany i inne. Wczoraj zaliczyłam chyba ze 3 i nawet dobrze mi poszły.
Przez moje dietowe porażki pewnie znów jest tyle samo. Dzisiejszy dzień będzie inny. Piękny dzień działa jak antydepresant.
Razem z nową drogą z ana w zeszłym tygodniu rozpoczęłam akcje MIESIĄC BEZ SŁODYCZY na początek :) Dziś jest 11 dzień. Zachęcam was do przyłączenia się do mnie. Kiedy przychodzi chwila wilczego głodu albo niepochowana ochota żeby zjeść wszystko co stanie na drodze to jest bardzo praktyczne :) Mówisz sobie nie to już któryś dzień .. miesiąc to nie dużo uda się! I zamiast miliona kalorii ze słodyczy wybieram coś innego. Jest wiele bardziej skutecznych opcji, mi jesnak ta przypadła do gustu.
Moja akcja zakazuje:
-słodyczy
-słodkich bułek
-słodkich napoi
-wszystkich cukierków
-ciast.
Z czasem lista będzie się wydłużać o chipsy, krakersy i inne badziewie.
Powodzenia :*

Ja problemu ze słodyczami nie mam, więc nie widzę sensu u siebie tego wprowadzać, ale jestem jak najbardziej na tak, a propo samego pomysłu :-) Fajna sprawa, pomaga wytrwać w postanowieniach i nauce jedzenia innych rzeczy.
OdpowiedzUsuńNieważne, co było. Ważne, co jest teraz :-)