Ta dziewczyna zaczyna dietę, tamta jest już na dobrej drodze, kolejne są już chude i piękne. Osiągnęły mój cel,, Moje marzenie, bo zabrakło mi odwagi, żeby po nie sięgnąć. Zależało tylko ode mnie, a ja przegrałam z własnymi słabościami.
Przemyślałam sobie kilka spraw i opracowałam ogólny plan działania.
Teraz mam do tego trochę inne podejście. Ludzie mają tendencję do przyzwyczajania się różnych rzeczy. Ja wcześniej zaakceptowałam mój dotychczasowy tryb życia uznając go za optymalny.. Chociaż ciągle byłam zmęczona, kondycja odeszła bez słowa pożegnania, a słodycze stały się jedynym pocieszeniem. To było dla mnie wygodne.. Łatwe..A przecież to zwykłe przyzwyczajenia, które można zmienić, co wymaga trochę cierpliwości i trochę czasu. TYLKO trzeba zacząć.
Moje zadanie polega na zmianie nawyków i przełamaniu tych żałosnych granic, które sama sobie postawiłam.
Patrząc na innych myślę sobie, że jestem żałosna. Nie mogę się ogarnąć i schudnąć 5kg, a następnie to utrzymać podczas, gdy kolega o ksywce Gruby na moich oczach schudł 20kg i ciągle ćwiczy.
Przecież wszystko jest możliwe.. Wiem jak to zrobić.. Więc co mnie powstrzymuje?
Bilans z dzisiejszego dnia jest mówiąc delikatnie żałosny.. Plusem jest wypad na basen i kilka ćwiczeń na brzuch serdecznie polecam :D
Dzień mogę uznać za zmarnowany,, Jedyne co zrobiłam to piękna lista pomysłów na niskokaloryczne posiłki, przekąski poniżej 100kcal i wszystkich tych rzecz, których muszę unikać(czytaj 70% mojej dotychczasowej diety).Na początku będzie ciężko.. Zawsze jest, ale 2-3 tygodnie i człowiek się przyzwyczaja. Warto ..To jest coś o co warto walczyć. Może wreszcie pomoże mi to ukształtować mój charakter, obudzi determinacje.

