Trudno mi zebrać myśli. Wszystko się dzieje zbyt szybko. Muszę zgadywać, czego oczekuje moja podświadomość, zaplanować każdy krok, wszystko wypisać, wyliczyć dodać, odjąć i podzielić. Inaczej nie udaje mi się normalnie funkcjonować. Trace czas na bezsensowne czynności, odkładam wszystko na ostatnią chwile. Jakbym nie miała kontroli nad swoim życiem.
Ogólnie ten tydzień choruje i dieta.. Jaka dieta? Najbardziej żal mi, że nie mogę iść na mój ukochany basen. Już jutro będzie lepiej, otwierają lodowisko *.* Sezon na łyżwy czas zacząć <3 I znów nauka tricków od zera po takim czasie, ale przez to świetna zabawa! Polecam :)
Zacznijmy więc planowanie:
Postanowiłam liczyć i zapisywać tak jak niektóre z was dni zielone i czerwone.
Przez następne 2 tygodnie wprowadzam sobie ograniczenie do 500 kcal.
Dzisiejszy dzień już chyba jest spalony..
Już 14, a ja nadal nic nie zrobiłam.. Siedzę, piszę, czytam i uczę się robić kółka z dymu na e-fajce brata :)
Muszę, powinnam się skupić na tym co dla mnie najważniejsze. Odkryłam, że mam marzenia i jednym z nich jest bycie chudą i piękną. Mogę to mieć oczywiście, że mogę. Nie chce już na siebie patrzeć, na to co się ze mną stało, jak wyglądam. Nienawidzę siebie. Po co trwać w takiej agonii skoro moje życie jest moje, a ciało to wyznacznik tego w jaki sposób żyje. Moje mówi: tryb życia osiadły i warunki środowiska sprzyjające do robienia zapasów. Tragedia. A ja nie umiem się podnieść.
Czego nie wolno:
*słodyczy
*fast foodów
*niepotrzebnych węglowodanów.
Postanowiłam tym razem bazować na produktach bogatych w błonnik, tzn takich, które dostarczają mniej energii niż organizm zużywa na ich trawienie. Muszę często jeść z innymi, to mnie w pewien sposób onieśmiela i jem 2 razy mniej kiedy wiem, że ktoś sie na mnie patrzy. Czuje wyrzuty sumienia. Bardzo dobrze. Chce znów czuć się dobrze. Chce być sobą, nawet jeśli bym musiała zaplanować sobie każdą minutę zrobię to, tylko dlatego, żeby moje życie wyglądało tak jak chce. Mam nadzieje, że w końcu się przyzwyczaję i plan dnia nie będzie mi potrzebny.
Ile razy świadomie ponosisz porażkę, tyle razy musisz się podnieść żeby nie przegrać. Gra się toczy znów muszę wystartować .
Biorę się za pisanie panu dnia ;)





Masz rację, Święta to nie jedzenie i tylko jedzenie - ja to wszystko wiem. Tylko chodzi o najprostszą czynność kiedy wszyscy usiądą do Wigilii co się robi przy wigilijnym stole? czyta Pismo Św. i JE....Boję się że wepcham w siebie za dużo, że stracę kontrolę nad sobą i zjem wszystko. Podczas Wigilii zjem coś - ale boję się, że jak już zacznę jeść nie będę mogła skończyć... I o to chodzi. Poza tym w wielu rodzinach nie jest tak cudownie jak na obrazkach kolorowych gazet - i my to czujemy np. siadając przy 1 stole ze znienawidzoną osobą. Ja i tak mam tylko mamę więc będziemy we 2 i na pewno spędzimy ten czas razem (grając chociażby w gry planszowe o których większosć dzieci już nie ma pojęcia - wiadomo era netu nastała :D), ale tak czy siak boję się jedzenia. No i ten minus - będziemy we dwie - i nie ma siły, nie ma - żeby mama nie zauważyła że mniej jem, a nie mam w zwyczaju wyrzucać jedzenia, nie mam komu nawet oddać...Ps, fajki fajkami - nie paliłam, nie palę i palić nie będę. Efajka to też trucizna, szisza i fajka wodna też! dziękuję, nie chcę.
OdpowiedzUsuń